Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarki
poniedziałek, 3 października 2022 21:11
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaCentrum Drewna Gryfów - Profesjonalny skład drewna

Bitwa Warszawska 1920. Śmiałe manewry dały zwycięstwo

To nie był jeden dzień i nie jedno miejsce. Bitwa Warszawska była serią walk, które powstrzymały pochód komunizmu na Zachód.
Bitwa Warszawska 1920. Śmiałe manewry dały zwycięstwo
Autor: NAC
Oceń

Wojna, którą zwykło się datować na 1920 r., zaczęła się dużo wcześniej. Wybuchła, jako niewypowiedziana, 14 lutego 1919 r. W rejonie miasteczka Mosty nad Niemnem polskie wojska po raz pierwszy starły się z Armią Czerwoną. Jedna i druga strona miała zamiar zająć teren opuszczany przez Niemców. Spór toczył się też na arenie politycznej. Polska podnosiła racje historyczne czy etniczne. Ale to Rosjan nie przekonywało.

Spór przybierał na sile

Pierwsze starcia były polskimi sukcesami. Zajęliśmy obszary litewsko-białoruskie, ale jesienią 1919 r. Józef Piłsudski wstrzymał ofensywę. Chodziło o trwającą wojnę domową z Rosją. Piłsudski nie chciał walkami wspierać „białych generałów”, bo ci nie uznawali odrodzonej Polski. Potem jednak spór przybierał na sile i wiadomo było, że idzie regularna wojna z bolszewikami.

Wiosną 1920 r. Polska zyskała ważnego sojusznika. To ukraiński ataman Symon Petlura, który przystał na polskie roszczenia terytorialne na wschód po rzekę Zbrucz. Zaczęła się polska ofensywa na wschód. Miała wyprzedzić uderzenie Armii Czerwonej.

Już w maju nasza armia straciła inicjatywę. Rosjanie szli falą. Armia Konna Siemiona Budionnego w czerwcu zmusiła polską armię do odwrotu. Tę niszczycielską siłę udało się powstrzymać dopiero w bitwie pod Brodami (29 lipca - 2 sierpnia 1920 r.).

Ale był jeszcze Front Północny Michaiła Tuchaczewskiego. Ten szedł z rewolucyjną siłą za Zachód. Nie było mocy, żeby zatrzymać Rosjan.

Już chcieli forsować Wisłę pod Włocławkiem i w Płocku. Warszawę chcieli zdobyć od Zachodu. Ale tu na drodze bolszewików stanęła armia gen. Franciszka Latinika. walczyła pod Radzyminem, a 5. Armia gen. Władysława Sikorskiego pod Modlinem i nad Wkrą.

Generałowie mieli zadanie zająć Rosjan tak, żeby polska armia okrążyła nieprzyjaciół, i jednocześnie rozcięła rosyjski front Michaiła Tuchaczewskiego.

Problem w tym, że nie było ludzi. Nie było oddziałów w rezerwie, które można by wysłać na front. Plan marszałka Józefa Piłsudskiego i gen. Tadeusza Rozwadowskiego był gotowy, ale ktoś musiał go zrealizować.

Dlatego zapadła decyzja o koncentracji ponad sześciu dywizji w rejonie Puław. W sumie rzuciliśmy do boju w tej wojnie-bitwie około 190 tys. żołnierzy.

Początek bitwy

13 sierpnia 1920 r. rozpoczęła się Bitwa Warszawska. Miała trzy fazy. Najpierw chodziło o obronę przedmieść stolicy na przedpolach Radzymina. Potem nad Wkrą doszło do manewru zaczepnego. Na koniec – 16 sierpnia – uderzyła grupa znad Wieprza.

Ta ostatnia część zaskoczyła Rosjan. Do tej pory nie sądzili, że sytuacja jest aż tak poważna. Tym bardziej, że nie było szans, żeby bolszewicy spotkali polskie wojska w takiej liczbie. Tymczasem w ciągu kilku dni polska piechota szybko pokonała 300 km, żeby uderzyć.

Z kolei Bitwa na przedpolach Warszawy była operacją krótką, której efektem było rozbicie wojsk Tuchaczewskiego. Wojska bolszewickie zostały pokonane, a straty rosyjskie wyniosły 25 tys. zabitych i rannych oraz 66 tys. wziętych do niewoli. Polacy zdobyli 231 dział i 1023 ciężkich karabinów maszynowych.

Zginęło 4,5 tys. Polaków, a 22 tys. zostało rannych. 10 tys. żołnierzy uznano za zaginionych.

Męstwo oręża polskiego

– Przyczyn klęski Rosjan pod Warszawą należy upatrywać w braku koordynacji dowodzenia strony rosyjskiej, jednak zasadniczo męstwo oręża polskiego oraz zasada ekonomii sił sprawiły, że „płomień rewolucji” zatrzymał się na przedpolach Warszawy. Bolszewicy mimo klęski pod Warszawą byli jeszcze groźni i należało się z nimi liczyć. Jeszcze Siemion Budionny dowodzący 1. Armią Konną pod koniec sierpnia wdarł się na Zamojszczyznę, próbując przyjść z odsieczą wojskom Tuchaczewskiego. 31 sierpnia pod Komarowem doszło do największej bitwy kawaleryjskiej. Pomimo przewagi 1. Armia Konna została zmuszona do odwrotu. Ostatecznie Bitwa Niemeńska i bitwy na południowo-wschodnich rubieżach odrodzonego państwa przesądziły o zwycięskim zakończeniu wojny o polską granicę wschodnią – opisuje działania wojenne ppłk Ryszard Najczuk.


Napisz komentarz
Komentarze
Ludmiłła 16.08.2022 11:48
A 15 sierpnia w mediach cud za cudem! Rozpatrywanie wspomnianych zdarzeń wojennych w aspekcie jakiegoś cudu czy zrządzenia Opatrzności, to ironia i kpina z heroicznej walki żołnierza polskiego. To głupota i przejaw ograniczonych umysłów katolickiego ciemnogrodu. Można religijnym spekulantom zadać pytanie: „a gdzie była Opatrzność jak ginął żołnierz polski pod nawałą sowiecką która zbliżała się do Wisły?”, „jak to Opatrzność pozwalała pozbawiać życia swoich katolickich wyznawców jedynie prawdziwej religii, pod ciosami fałszywego „prawiesławia” czy raczej bezbożnego w ogóle bolszewizmu?” „Jak to Opatrzność miała wspomagać innowiercę, heretyka w osobie Józefa Piłsudskiego? - przecież takim, według nauki Kościoła, tylko Szatan sprzyja! Panowie PiS-historycy! Zajmijcie się zatem rzetelną oceną zdarzeń, a cuda pozostawcie teologom i nauczycielom religii dla ogłupiania maluczkich.

Hebel 16.08.2022 01:20
Piłsudski tak się akurat znał na wojnie że.... pominiemy przez szacunek komentowanie tego. Plan i wykonanie było najwyższej próby kunsztem wojennym to bez dwóch zdań. Udało się tylko dlatego że ruskim wojskiem kierował Tuchaczewski. Który po klęsce wsiadł z najzaufańszym oddziałem w pociąg i uciekał, uciekał... aż na koniec Syberii, gdzie się zaszył i Józef Wisaionowicz Stalin kazał go odnaleźć, pocieszyć i przywieźć do Moskwy. Gdyby jenerał Budionny nie zmarudził po drodze celem puszczenia Tuchaczewskiego samego na wojnę to cały geniusz naszego wojska... Tylko czemu nie mamy muzeum bitwy warszawskiej wygranej w pięknym stylu a mamy muzeum przegranego powstania. Zagranica przyjeżdża, ogląda i jakie odnosi wrażenie??

Zenobiusz 15.08.2022 20:26
No a gdzie Niepokalana co rzucała granatami i sami bolszewicy to widząc mieli krzyczeć - że z Niepokalaną walczyć nie będą bo nie mają szans, a skoro pomaga Polakom to musza się wycofać, bo klęska będzie jeszcze większa. Opowiadał o tym w polskim radio 24 jakiś nawiedzony historyk - z bożej łaski - wykładowca na Uniwersytecie im. Stefana Wyszyńskiego.

Kuchcik 16.08.2022 10:01
Slyszalem ta audycje jak jechalem rano do mojej kuchni na ksieginkach gotowac pozywny ryz.

Eeee... 16.08.2022 10:32
Eeeee......ee....e...

Leonidas 15.08.2022 12:30
I to jest rzetelny przekaz historyczny oparty na faktach, a nie usakralnione bzdury o jakimś cudzie nad Wisłą i czynnym wsparciu Niepokalanej. Niektórzy (nawet bolszewicy) ponoć widzieli jak rzucała granatami ...

Reklama
ReklamaSiekierczyn. Punkt konsultacyjny Czyste Powietrze
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaPowiat Lubań
Reklama
Reklama
Reklama