STOP narkotykom

  • 02.09.2020, 11:34 (aktualizacja 02.09.2020, 12:29)
  • Źródło: Notatnik Świeradowski nr 8
STOP narkotykom pixabay.com

Podziel się:

Oceń:

W miesięczniku Notatnik Świeradowski ukazała się rozmowa z dziewczyną, której udało się wyjść z narkomanii. W rozmowie z Angeliką Zwolak opowiada jak wyszła z uzależnienia i jak można próbować ustrzec przed tym swoje dzieci.

Czy pamiętasz, jakie były relacje w domu?

Mieszane... W sensie ja byłam dzieckiem adoptowanym, więc to nie były relacje stricte matka-córka, ojciec-córka. Wiedziałam, że nie jestem ich dzieckiem. W domu był alkohol, ale nie aż tak dużo. Oczywiście z zewnątrz rodzina funkcjonowała perfekcyjnie, bo chodziłam do szkoły, zawsze miałam czyste ubrania i niczego mi nie brakowało. Natomiast bywały momenty, kiedy było ciężko. Ojciec był osobą, która nie zawsze emocjonalnie sobie radziła. W związku z tym zdarzała się w stosunku do mnie przemoc. Do pewnego momentu. Będąc już starszą, sprzeciwiłam się tego typu zachowaniu. Mogłam mieć wtedy 12 lub 13 lat, kiedy zaczęłam stawiać pewne granice. Ojciec z jednej strony nie znosił sprzeciwu, a z drugiej był pobłażliwy w tym wszystkim. Po wielu latach terapii zrozumiałam, że to były mylne sygnały. Raz byłam karana za coś, nie wiedziałam nawet za co, a za chwilę przytulona, tak jakby nic się nie stało. Nigdy nie wiedziałam, w jakim będzie nastroju, więc bywało różnie.

Co skłoniło cię do sięgnięcia po narkotyki?

Wbrew pozorom byłam dzieckiem cichym i wycofanym. Zawsze miałam problemy z przystosowaniem się do grupy. Miałam wówczas 14 bądź 15 lat i byłam po lekturze “Pamiętnika narkomanki”. Wiadomo, że jak się jest emocjonalnie dojrzałym to przeczyta się to i nic się nie stanie. Natomiast jak jest się zagubionym, to taka lektura może zrobić spustoszenie i w moim przypadku tak było. Zaczęłam brać narkotyki, bo wydawało mi się, że będę fajniejsza, że będę umiała wyjść naprzeciw grupie, będę w jakimś stopniu akceptowana i lubiana. Poniekąd to mi się udało. Nie ukrywajmy, że np: amfetamina czy metamfetamina działa tak, że człowiek bardziej otwiera się na innych. Co prawda każdy reaguje inaczej, ale w moim przypadku tak właśnie było. Nie miałam problemu, żeby podejść do kogoś i pogadać na imprezie czy gdzieś w większym gronie. Wtedy okazało się, że nie siedzę w kącie, tylko wychodzę bardziej do ludzi i to mi się podobało.

Po jakie substancje najczęściej sięgałaś?

Moja terapeutka zawsze się śmiała, że ja zaczęłam z grubej rury. Nie wiem, jak jest teraz, ale w tamtym czasie młodzież zaczynała od marihuany, potem amfetamina, kończąc na metamfetaminie czy mefedronie. Natomiast ja zaczęłam od razu od amfetaminy. Był taki moment, że brałam ją często, ale też miałam gdzieś z tyłu głowy kontrolkę i zdarzało się, że wpadałam w trzymiesięczny ciąg, a potem była przerwa. Tak mniej więcej miesiąc lub dwa. Będąc osiemnastolatką więcej paliłam marihuany.

Od czego to było zależne?

Nie mam pojęcia. Może dlatego, że towarzystwo, w którym się obracałam uważało, że marihuana to nie jest narkotyk i nikogo jeszcze nie zabiła. Później miałam takie epizodyczne przygody z narkotykami. Zdarzało mi się wziąć kokainę, mefedron itp. W mieście, w którym mieszkałam, była też moda na leki na kaszel. One miały działanie halucynogenne, a że były dostępne bez recepty, to można było je bez problemu nabyć. Wiem, że teraz się to zmieniło i niektóre leki są już na receptę. Dużo też się zmieniło po śmierci mojego ojca adopcyjnego. Wtedy mi już hamulce puściły. Jeżeli kiedykolwiek chciałam przestać brać to dla niego. Moja blokada polegała na tym, że nie chciałam go zawieść, ponieważ poświęcił życie, aby mnie w jakimś stopniu wychować. Po jego śmierci zaczęłam brać wszystko jak leciało. Trwało to prawie rok. Wtedy podjęłam drugą próbę leczenia. Pierwszą podjęłam jak miałam 19 lat, ale tylko przez kilka miesięcy. Drugie podejście było już bardziej świadome i konkretne, żeby coś zmienić w swoim życiu.

I udało się?

Na razie się udało. Siedem lat temu poszłam do MONAR-u i zaczęłam swoją przygodę z terapią. W międzyczasie doszło u mnie do psychozy narkotykowej i zdiagnozowano u mnie zaburzenia osobowości. Przez wiele lat mojej trzeźwości przyjmowałam leki, które stabilizowały moje nastroje. Myślę, że to dobrze, że są takie miejsca jak MONAR, ponieważ ci ludzie są naszym zwierciadłem. Patrząc na nich, widzisz siebie i najczęściej to, co denerwuje cię w innych ludziach, tak naprawdę denerwuje cię w tobie samym.

Oprócz MONAR-u ktoś jeszcze Ci pomógł? Jacyś znajomi, przyjaciele?

Wiesz co... Przy drugiej terapii, można powiedzieć udanej, nie byłam sama. Miałam bliską mi osobę, moją przyjaciółkę. Zawsze mnie wspierała w mojej decyzji i była obok. Również moja terapeutka, która w pewnym momencie była już nie tylko terapeutką, ale też osobą, która zawsze mi pomoże. Wiedziałam, że gdy w weekend do niej zadzwonię i powiem, że coś się złego dzieje, to ona zrobi wszystko, aby mi pomóc. Parę życzliwych osób pojawiło się na tej drodze, ale w chwili kiedy już byłam trzeźwa. Wydaje mi się, że one pojawiły się po to, aby mnie dalej prowadzić, żebym ja się gdzieś po drodze nie poddała. Dla osoby uzależnionej największym “wrogiem” jest samotność. Jak ma się te 2 lub 3 osoby, to bardzo pomaga.

A co na to wszystko Twoja rodzina?

Tutaj muszę powiedzieć, że od śmierci rodziców minęło 8 lat, a od 7 lat jestem trzeźwa i do tej pory nie wiem. Teraz z perspektywy czasu wydaje mi się, że musiały być od strony ojca jakieś podejrzenia. Musiał widzieć, że coś jest nie tak, ale dlaczego nie było z jego strony nigdy reakcji na zasadzie zwrócenia uwagi, nie mam pojęcia. Może to był lęk, bezradność albo obojętność. Jak byłam już osobą pełnoletnią, były “groźby”, że powinnam pójść do pracy, bo nikt mnie nie będzie utrzymywać, ale ja wiedziałam, że to tylko takie gadanie. W domu więcej mnie nie było, jak byłam. Dom traktowałam bardziej jak hotel. Przez tydzień lub dwa siedziałam u znajomych i imprezowałam, a do domu wracałam, żeby się przebrać i wykąpać. W tym czasie uczęszczałam też do szkoły zaocznej. Oceny miałam dobre, na zajęciach byłam, więc nie było takiego problemu z tym. Natomiast twardej reakcji na zasadzie - masz problem z narkotykami i powinnaś coś z tym zrobić - nie było. To był duży błąd, ponieważ wydaje mi się, że gdyby wtedy ktoś wystawił mi walizkę za drzwi i powiedział: “skoro tak kierujesz swoim życiem, to proszę bardzo, idź i kieruj nim tak dalej, ale my nie będziemy na to patrzeć”, to wydaje mi się, że wcześniej dotknęłabym takiego ludzkiego upodlenia i zrobiła coś w tym kierunku, żeby z tego wyjść. Nigdy tak się nie stało i to było takie ciche przyzwolenie na to, abym się zabijała.

Widać, że terapia się udała. Jesteś już dwa lata po ślubie i masz rocznego syna. Na koniec powiedz, jak uchronić dziecko przed tego typu używkami?

Nie ukrywam, że bardzo często o tym myślałam. Jeszcze zanim poznałam męża i zaszłam w ciążę. Jakbym uchroniła dziecko? Jeśli dziecko będzie chciało, to pójdzie i weźmie to. Tylko, że ja mam tą wiedzę, że ja to poznam. Będę widzieć, że coś się z nim złego dzieje. Jeżeli byłby taki problem, to w porę to zatrzymam. Trzeba patrzeć, obserwować, a przede wszystkim rozmawiać. Niedawno czytałam gdzieś raport na temat uzależnień wśród młodzieży i dzieci. Padły tam bardzo mądre słowa: “narkomania to jest też choroba braku rozmowy w domu”. Jeżeli jesteśmy zabiegani i nie poświęcimy dziecku uwagi, to dziecko tą uwagę znajdzie gdzie indziej. Niekoniecznie to będzie środowisko odpowiednie dla niego. Dlatego jedyne co ja mogę jako matka to monitorować, patrzeć, obserwować, rozmawiać i być dla dziecka, bo tak naprawdę nic więcej nie możemy zrobić, a trzymać kogoś pod kloszem to też nie jest rozwiązanie.

Dziękuję za rozmowę oraz poświęcony czas i życzę powodzenia.


Na konferencji „Narkotyki – Narkomania. Polityka. Nauka i Praktyka”, która odbyła się w czerwcu 2019 r., podano, iż Polską specyfiką na narkotykowej mapie Europy jest przyjmowanie leków poza wskazaniami lekarskimi. Dotyczy to zwłaszcza nastolatków, którzy zażywają leki w celu wywołania określonego stanu, np. uspokojenia się bądź pobudzenia. Podkreślono także, że kolejną polską specyfiką jest rynek dopalaczy. Prawnie termin „dopalacze” nie istnieje. Są to substancje, a raczej mieszaniny, które określa się mianem nowych substancji psychoaktywnych mających imitować działanie narkotyków, a nierzadko ich składnikami są trutki na szczury, środki do prania, wybielacze a nawet muchomory. Substancje te często powodują nie tylko zatrucia, ale i doprowadzają do śmierci. Główny Inspektorat Sanitarny podał, iż w 2018 r. zanotowano aż 4260 interwencji medycznych związanych z zatruciem bądź podejrzeniem zatrucia właśnie tymi substancjami.

Źródło: Notatnik Świeradowski nr 8

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

hebel
hebel 02.09.2020, 17:42
Trzymaj się

Pozostałe